Ta strona używa ciasteczek (cookies). Korzystanie z niej oznacza zgodę na ich używanie.

Złotomedalowy w Rudniku nad Sanem

Jest wrzesień 2026 - właśnie wróciłem z polowania na złotomedalowego byka jelenia w Rudniku nad Sanem.
Jak co roku, od kilku lat, na rykowisko wybieram się do Rudnika. W tym roku miałem zaplanowany odstrzał byka - koniecznie złotomedalowego!
Wyjazd do Rudnika jest zawsze sentymentalny, gdyż przypomina mi, że 10/11 września 1939 roku moja Babka Maria z Romerów Tytusowa Duninowa wraz z trójką dzieci (w tym moją Mamą Marią - Elżbietą) miała obowiązkową ewakuację z Gierałtowiczek, po napaści Niemiec hitlerowskich na Polskę. Z wdzięcznością zawsze odwiedzam groby Tarnowskich, których rodzina (syn, ojciec i dziadek Hieronim Tarnowski) w tym trudnym okresie przyjęła moją rodzinę pod swój dach.
W pierwszym dniu polowania, podczas podchodu z Krzysztofem (leśniczym d/s łowieckich), na byłych stawach Tarnowskich, dochodzę do strzału do bardzo ciekawego byka (ale nie tego złotomedalowego). Niestety czy to ze zmęczenia podróżą, czy z innych powodów, strzał zrywam - Krzysztof mi mówi, że na pewno strzeliłem kilka centymetrów przed bykiem. Twierdzi, że świetnie to widział! Broń kilka godzin wcześniej wspólnie przystrzelaliśmy, a po reakcji byka, cała historia wyglądała prawdopodobnie. Jednak jak zawsze w tym łowisku, na drugi dzień kolega Kuba wraz z swoim psem sprawdzają teren, czy na pewno nasze obserwacje są właściwe.
Pierwszego dnia spotykamy bardzo sympatycznego myśliwego z Belgii, pana Erica i jego syna, studiującego ekonomię na Uniwersytecie Warszawskim.
Pan Eric oraz mój przyjaciel Izio zaraz pierwszego dnia strzelili po byku.
Na pokocie okazało się, że jest też trzeci byk i wszyscy zaczęli mi gratulować, że byk został podniesiony, ale to nie był mój byk, tylko innego kolegi, który nie był z nami na kwaterze.
Mijały kolejne wyjścia, a Święty Hubert dawał mi kolejne możliwości strzelenia wymarzonego złotomedalowego byka. Wieczorem przedostatniego dnia pojechaliśmy na miejsce, gdzie miał wyjść ten wymarzony byk.
Niestety, zaczął padać deszcz i dużo szybciej nastał zmrok.
I wtedy właśnie wyszedł "ON". Zaczął iść w naszym kierunku... Niestety, choć na godzinę do zachodu słońca mieliśmy jeszcze rezerwę, to widoczność już nie pozwoliła na dojście do strzału.
W ostatnim dniu miała miejsce jeszcze jedna bardzo miła sytuacja - syn pana Erica strzelił swojego pierwszego byka, czym sprawił ogromną radość swojemu Ojcu.
Ja zaś na mojego złotomedalowego byka pojadę do Rudnika nad Sanem następnym razem.

  • Odsłon: 3826